Czy Robert Kubica mógł zostać mistrzem świata F1? Historia wielkiego talentu i jeszcze większego niedosytu

 

Gdy w Formule 1 nastaje przerwa między sezonami, rozmowy kibiców często wracają do tematów „co by było gdyby”. A jednym z największych z nich jest pytanie: czy Robert Kubica mógł zostać mistrzem świata F1? Czy był w stanie dorównać Hamiltonowi, Vettelowi, a nawet wyprzedzić ich, gdyby nie tragiczny wypadek w 2011 roku? Czy transfer do Ferrari był realny? Dlaczego powrót w 2019 roku zakończył się tak chłodno i jak to możliwe, że człowiek „odstawiony na boczny tor” wygrał potem wyścig 24h Le Mans?

Ten tekst nie jest tylko hołdem. To próba rzetelnej analizy historii jednego z najbardziej utalentowanych kierowców swojego pokolenia, którego karierę rozdarta została między geniuszem, dramatem i determinacją.

W F1 bolid to 80% sukcesu. A może nawet więcej

Zanim przejdziemy do Kubicy, warto powiedzieć jasno: Formuła 1 to sport zespołowy, a bolid odgrywa kluczową rolę. Przykłady?

Lewis Hamilton bez Mercedesa z lat 2014–2020 nie miałby siedmiu tytułów.

Sebastian Vettel nie zdobyłby czterech mistrzostw bez dominującego Red Bulla.

Fernando Alonso w czasach świetności Red Bullą i Mercedesa nie sięgnął po trzeci tytuł – właśnie dlatego, że bolid nie pozwalał na więcej.

To istotne, bo Robert Kubica – mimo niepodważalnego talentu – nigdy nie otrzymał samochodu, który realnie mógłby walczyć o mistrzostwo świata. A kiedy taka szansa się zbliżała… wszystko legło w gruzach.

2008: Rok, w którym Robert Kubica naprawdę mógł zostać mistrzem

Po zwycięstwie w Montrealu i kilku wybitnych wyścigach w sezonie 2008, Kubica prowadził w klasyfikacji generalnej. Tak, prowadził. Przed Hamiltonem, przed Massą, przed Räikkönenem. BMW Sauber miało świetną maszynę – może nie dominującą, ale konkurencyjną.

Ale... zespół w połowie sezonu ogłosił, że przestaje rozwijać bolid, by skupić się na 2009 roku. Decyzja niezrozumiała, niemal samobójcza z perspektywy sportowej. Kubica sam mówił w wywiadach, że „nikt nie zapytał go o zdanie”. Od tego momentu realne szanse na tytuł się skończyły.

Kontrakt z Ferrari na 2012 był praktycznie dogadany

Po zakończeniu współpracy z BMW Sauber, Kubica trafił do Renault. I tam w sezonie 2010 wyciągał z przeciętnego bolidu więcej niż ktokolwiek mógłby oczekiwać. Jego styl jazdy, oparty na wyczuciu przodu auta i balansie hamulców, był niesamowicie zbliżony do stylu Fernando Alonso – człowieka, który potrafił „nieprowadzący się” bolid zamieniać w zwycięskie narzędzie.

Nic dziwnego, że Ferrari bardzo poważnie rozważało Kubicę jako partnera Alonso na sezon 2012. Włoska prasa pisała o podpisanym wstępnie kontrakcie. Dla zespołu byłoby to marzenie: dwóch kierowców, którzy potrafią ujarzmić nawet najtrudniejszą konstrukcję. A przypomnijmy – Ferrari z 2012 roku było bolidem, z którym Felipe Massa zupełnie sobie nie radził. Alonso był wtedy jedynym, który walczył o tytuł z dominującym Red Bullem Vettela. Gdyby obok niego jeździł Kubica – kto wie, czy to nie Ferrari zgarnęłoby mistrzostwo konstruktorów?

Ale…

2011: Rajdowy dramat, który zmienił wszystko

W lutym 2011 roku Kubica wziął udział w lokalnym rajdzie we Włoszech. Uderzył w barierę, która przebiła się przez kokpit. Cudem przeżył. Przeszedł kilkanaście operacji. Ręka została częściowo sparaliżowana, a jego kariera w F1 zawieszona na czas nieokreślony.

To był moment, w którym cały świat motorsportu wstrzymał oddech. Wszyscy wiedzieli, że straciliśmy kandydata na mistrza świata.

Powrót w 2019: heroizm i frustracja

Po latach rehabilitacji i testów, Robert Kubica wrócił do F1 z zespołem Williams na sezon 2019. Niestety, zespół znajdował się w najgłębszym kryzysie w swojej historii. Bolid był fatalny, opóźniony w produkcji i niekonkurencyjny przez cały sezon.

Co gorsza, bolid Kubicy nie był ,,ruwny" konstrukcji Russella co często było widoczne na prostych, gdzie te same bolidy osiągały zupełnie inne prędkości - Brytyjczyk zyskiwał po kilka dziesiątych sekundy tylko na tych odcinkach. Mimo to, to on zdobył jedyny punkt dla Williamsa w sezonie. Tak – nie Russell. Kubica.

Ten punkt to symbol. Symbol determinacji, bólu i odwagi, żeby się nie poddać. Ale też przypomnienie, że miejsce Roberta powinno być w topowym bolidzie, a nie na końcu stawki.

A potem... Le Mans i kolejne triumfy

Kubica nie odszedł w ciszy. W 20215 roku wygrał prestiżowy wyścig 24h Le Mans pokonując kilkadziesiąt zespołów.

Zyskał słowa uznania od takich kierowców jak:

Fernando Alonso: „Jego powrót do F1 to coś niesamowitego. Niewielu byłoby na to stać.”

George Russell: „Ogromny szacunek dla Roberta. Nauczyłem się od niego więcej, niż sądziłem.”

Carlos Sainz: „Jest legendą. Prosty gość, ale niesamowicie szybki.”

Kubica vs Alonso – duet, który mógł zmienić historię F1

Styl jazdy Roberta Kubicy był często porównywany do Fernando Alonso – nieprzypadkowo. Oboje potrafili kontrolować przód auta w sposób nieosiągalny dla innych. Ich wyczucie limitu, balans w zakrętach, umiejętność zarządzania zużyciem opon – to było mistrzostwo świata.

Wyobraźmy sobie Ferrari z 2012 roku z Alonso i Kubicą w kokpicie. Dwóch kierowców ciągnących zespół, pomagających w rozwoju auta. Przeciwko nim: Vettel w dominującym Red Bullu. To byłaby epicka walka.

Ale zamiast tego, historia napisała inny scenariusz.

Czy Kubica mógł być mistrzem? TAK. Ale...

Tak – Kubica miał absolutnie wszystko, by zostać mistrzem świata. Talent. Głowę. Pokorę. Ambicję. Był szanowany przez innych kierowców, zespoły, fanów.

Ale Formuła 1 to sport bezlitosny. Jedna decyzja zespołu (BMW), jeden wypadek (2011), jeden słaby bolid (2019) – i historia pisze się inaczej.

Na koniec: Legenda nie zawsze potrzebuje tytułu

Dla wielu kibiców Robert Kubica i tak jest legendą. Nie za to, ile punktów zdobył, ale za to, ile razy wstał, gdy los go nokautował.

W czasach, gdy F1 coraz częściej przypomina grę zespołową i polityczną, Robert był jak z innej epoki. Walczył do końca. Mówił szczerze. Jeździł z sercem.

I za to będziemy go zawsze pamiętać.


Komentarze

Popularne posty