Russell spodziewał się powtórki z 2016 roku

 


Decydujący wyścig sezonu Formuły 1 w Abu Zabi miał dostarczyć wielkiego taktycznego napięcia. Stawka była jasna: Max Verstappen potrzebował perfekcyjnego występu, aby utrzymać szanse na piąty z rzędu tytuł mistrza świata, natomiast Lando Norris musiał jedynie kontrolować sytuację. Ostatecznie to kierowca McLarena sięgnął po upragnione mistrzostwo, a po wszystkim George Russell nie ukrywał zdumienia zachowaniem lidera Red Bulla.

Mercedes i reszta stawki spodziewali się zupełnie innego scenariusza

Jak ujawnił Russell, w padoku panowało przekonanie, że Verstappen spróbuje spowolnić peleton w otwierającej fazie wyścigu – dokładnie w taki sposób, w jaki Lewis Hamilton robił to w Abu Zabi w 2016 roku, by utrudnić życie Nico Rosbergowi. Co więcej, podobną opinię przed startem wyraził Mikołaj Sokół, wskazując, że warunki i kontekst mistrzostwa praktycznie zachęcały do zastosowania identycznej strategii. Ten sam scenariusz – powtórkę z 2016 roku – przewidywałem również w swoim poście dzień przed wyścigiem.

Według Russella większa część stawki była przekonana, że Verstappen wykorzysta swoje pole position właśnie w takim celu. Tym bardziej zaskoczył wszystkich fakt, że Holender wybrał jazdę wyłącznie pod własne zwycięstwo, zamiast próbować rozgrywać wyścig pod kątem rywalizacji z Norrisem.

Red Bull zmuszony do reakcji po genialnym otwarciu Oscara Piastriego

Plan, o ile w ogóle był rozważany, załamał się natychmiast po starcie. Oscar Piastri przebił się na drugą pozycję, wywierając presję na Verstappenie, który nie mógł pozwolić sobie na utratę prowadzenia. Jak podkreślił Russell, McLaren zmienił dynamikę pierwszego stintu w sposób, który uniemożliwiał Holendrowi jakąkolwiek manipulację tempem.

W praktyce wymusiło to na Verstappenie agresywne tempo od początku wyścigu, co ostatecznie nie przyniosło mu korzyści w klasyfikacji generalnej — zabrakło mu zaledwie dwóch punktów do wyrównania rekordu pięciu tytułów z rzędu.

Mercedes bez tempa. Russell zaskoczony formą Ferrari

Podczas gdy Red Bull i McLaren rozgrywali kwestię tytułu, Mercedes przeżył jedno z trudniejszych popołudni sezonu. Russell przyznał, że już po kilku okrążeniach wiedział, że nie posiada tempa potrzebnego nawet do walki o podium. Piąta pozycja była rozczarowaniem, podobnie jak odległe miejsce partnera z zespołu.

Dodatkowym elementem zaskoczenia była wyborna dyspozycja Charlesa Leclerca. Ferrari, często nieprzewidywalne na przestrzeni sezonu, w Abu Zabi dysponowało znakomitym tempem wyścigowym, które pozwoliło Monakijczykowi realnie zagrozić Norrisowi w pierwszej fazie rywalizacji.

Russell podkreślił, że SF-25 potrafił w tym roku sporadycznie „ożyć”, ale tak solidny występ w finale sezonu zaskoczył nawet ich najbliższych rywali.

Koniec ery, na którą Mercedes czekał

Podsumowując swój występ, Russell nie ukrywał ulgi, że obecna epoka techniczna dobiega końca, wskazując na strukturalne problemy tempa, z którymi zespół borykał się przez cały sezon. Brak powtarzalności, duże wahania formy i niemożność nawiązania równorzędnej walki z topowymi ekipami – to wszystko sprawiło, że Mercedes kończy rok w stanie wyraźnego przebudowania.

Wnioski z finału sezonu

Grand Prix Abu Zabi przyniosło znacznie mniej taktycznych zwrotów akcji, niż przewidywano. Zarówno eksperci – jak Mikołaj Sokół – jak i część kibiców (w tym moje własne przewidywania publikowane dzień przed wyścigiem) spodziewali się próby odtworzenia strategii Hamiltona z 2016 roku. Jednak realia toru i agresywna postawa McLarena pozbawiły Verstappena przestrzeni do podobnych zagrywek.

Wyścig potwierdził też, że tegoroczne mistrzostwa rozstrzygnęły nie tylko szybkość, ale również zdolność adaptacji zespołów i kierowców. Norris zasłużenie sięgnął po tytuł, Ferrari przypomniało o swoim potencjale, a Mercedes zakończył sezon z poczuciem konieczności głębokich zmian.

Komentarze

Popularne posty