Rywale wytykają błąd w konstrukcji Ferrari
Pierwszy test bolidów Formuły 1 przygotowanych według rewolucyjnych przepisów na sezon 2026 dobiegł końca, a najwięcej uwagi w padoku — zgodnie z oczekiwaniami — przyciągało Ferrari. Scuderia zakończyła trzydniowy shakedown na torze Circuit de Barcelona-Catalunya z najszybszym czasem okrążenia, uzyskanym przez Lewisa Hamiltona, jednak za kulisami coraz częściej pojawiają się wątpliwości dotyczące realnego potencjału i charakterystyki nowego SF-26.
Czas na czele tabeli, ale bez euforii
Hamilton uzyskał najlepszy wynik testu — 1:16,348 — korzystając z miękkiej mieszanki opon Pirelli. Wynik ten był minimalnie lepszy od czasu George’a Russella w Mercedesie, jednak w środowisku F1 nikt nie przywiązuje nadmiernej wagi do tabeli czasów, zwłaszcza na tak wczesnym etapie nowej ery technicznej.
Zespoły w Barcelonie skupiały się przede wszystkim na niezawodności, korelacji danych z symulacji oraz pierwszym zrozumieniu zachowania samochodów zaprojektowanych według zupełnie nowych przepisów obejmujących jednocześnie jednostki napędowe, aerodynamikę, podwozie i ogumienie. W tym kontekście Ferrari może zapisać test na plus — SF-26 przejechał łącznie 438 okrążeń, ustępując pod tym względem jedynie Mercedesowi.
„Samochód wymagający”
Mimo solidnego programu testowego i konkurencyjnego tempa, w padoku coraz częściej pojawia się jedno spostrzeżenie: nowe Ferrari sprawia wrażenie auta trudnego w prowadzeniu. Obserwacje rywali, inżynierów oraz dziennikarzy technicznych wskazują, że największym wyzwaniem SF-26 jest jego zachowanie na wejściu i w środkowej fazie zakrętu.
Szczególną uwagę zwróciły problemy Lewisa Hamiltona w 10. zakręcie barcelońskiego toru — miejscu wymagającym stabilnego tyłu i precyzyjnego balansu aerodynamicznego. Brytyjczyk kilkukrotnie zmagał się tam z nadsterownością, zdarzały się również wyjazdy poza tor oraz obrót samochodu. Podobne, choć mniej widoczne, trudności notował także Charles Leclerc.
W opinii osób z padoku SF-26 wygląda na bolid o wąskim „oknie operacyjnym” — bardzo szybki, gdy warunki są idealne, lecz wymagający dużej precyzji i zaufania ze strony kierowcy. To cecha, która w długim sezonie może okazać się problematyczna.
Świadomy wybór Ferrari
Warto jednak podkreślić, że Ferrari nie przywiozło do Barcelony docelowej wersji swojego samochodu. Testowy egzemplarz był konstrukcją bazową, pozbawioną wielu elementów aerodynamicznych, które mają pojawić się dopiero w kolejnych fazach przygotowań. Priorytetem zespołu było zebranie danych i weryfikacja założeń projektowych, a nie dopracowanie balansu czy osiągów kwalifikacyjnych.
Scuderia wróciła również do zawieszenia typu push-rod, co w połączeniu z nową koncepcją aerodynamiczną oraz zmienioną charakterystyką opon naturalnie wymaga czasu na zrozumienie i optymalizację. W Maranello panuje przekonanie, że bardziej reprezentatywny obraz konkurencyjności SF-26 dają dopiero testy w Bahrajnie, gdzie warunki pogodowe i charakter toru lepiej oddają realia wyścigowe.
Odwaga techniczna i czujność FIA
Nie bez znaczenia są także pogłoski dotyczące agresywnych rozwiązań aerodynamicznych zastosowanych w SF-26. Rywale podejrzewają obecność zaawansowanego systemu S-duct, a FIA już zapowiedziała dokładniejsze przyjrzenie się pakietowi aero Ferrari. W nowej erze przepisów, gdzie granice regulaminu są testowane niemal od pierwszego dnia, taka czujność nie jest niczym nadzwyczajnym — ale pokazuje, że Ferrari ponownie obrało odważny kierunek rozwoju.
Podsumowanie
Barcelona nie dała jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy Ferrari będzie w 2026 roku realnym kandydatem do walki o tytuły. SF-26 pokazał potencjał, solidną niezawodność i konkurencyjne tempo, ale jednocześnie ujawnił cechy, które mogą utrudnić regularne wykorzystywanie tej szybkości w zmiennych warunkach wyścigowych.
Jeżeli inżynierom uda się poszerzyć zakres pracy samochodu i uspokoić jego zachowanie na granicy przyczepności, Ferrari może być jednym z największych wygranych nowej ery. Jeśli jednak obecne problemy z prowadzeniem okażą się strukturalne, Scuderia ponownie stanie przed znanym dylematem: jak pogodzić odważną koncepcję techniczną z potrzebami kierowców w walce o mistrzostwo świata.
Prawdziwy sprawdzian dopiero nadchodzi. Testy w Bahrajnie pokażą, czy spostrzeżenia rywali były trafne — czy jedynie przedwczesną oceną samochodu, który dopiero zaczyna odsłaniać swój potencjał.




Komentarze
Prześlij komentarz