Pracownicy zespołu Aston Martin śpią 3 godziny na dobę
Już pierwsze dni testów pokazały, że brytyjski zespół ma poważne kłopoty. Aston Martin przejechał jedynie 122 okrążenia w dwa dni – o 45 mniej niż jakakolwiek inna ekipa. Lance Stroll spowodował czerwoną flagę po nietypowym obrocie bolidu, natomiast awaria podczas jazdy Fernando Alonso zakończyła jedną z sesji przed czasem.
Ekspert F1TV Jolyon Palmer nie owijał w bawełnę, prognozując, że Aston Martin może rozpocząć sezon… na samym końcu stawki, nawet za debiutującym zespołem Cadillac.
Problemy są wielowarstwowe. Po raz pierwszy w historii zespołu Aston Martin skonstruował własną skrzynię biegów – i właśnie ona zawodzi. Kłopoty ma również jednostka napędowa dostarczana przez Hondę. Producent potwierdził, że wykryto usterkę związaną z baterią, co znacząco ograniczyło program jazd testowych.
Co gorsza, bolid nie tylko jest zawodny, ale też wolny. Analiza czasów okrążeń sugeruje, że Aston Martin traci nawet trzy sekundy do czołówki. Jednocześnie samochód jest zbyt ciężki, choć w zespole liczą, że redukcja masy przyniesie szybki zysk osiągów.
Presja rośnie także na szczeblu zarządczym. Według informacji z padoku, właściciel zespołu Lawrence Stroll wyraził w Bahrajnie swoje niezadowolenie, co dodatkowo zmobilizowało pracowników do pracy w ekstremalnych warunkach.
Szczególna uwaga skupia się na osobie Adriana Neweya. Początkowo jego konstrukcja była chwalona za odwagę, jednak już w trakcie testów wymagała pilnych modyfikacji z powodu przegrzewania.
W obozie zespołu panuje świadomość, że początek sezonu w Australii może być wyjątkowo bolesny. Jeśli problemy z niezawodnością nie zostaną szybko rozwiązane, Alonso i Stroll mogą nawet nie mieć okazji sprawdzić prawdziwego tempa bolidu – bo ten zwyczajnie nie dojedzie do mety.
Zamiast walczyć o podium, Aston Martin walczy dziś o przetrwanie pierwszych wyścigów. A to zupełnie nie tak miał wyglądać nowy rozdział ery 2026.



Komentarze
Prześlij komentarz