Charles Leclerc o walce z Russellem - próbowali różnych sztuczek, w tym dezinformacji przez team radio
Grand Prix Japonii 2026 ponownie dostarczyło widowiska, a walka o ostatnie miejsce na podium między Charlesem Leclerc'iem a George’em Russellem była jednym z najciekawszych momentów wyścigu. Kierowca Ferrari nie tylko obronił trzecią pozycję, ale po wyścigu ujawnił również kulisy pojedynku, w którym – jak się okazuje – nie brakowało sprytnych zagrywek ze strony Mercedesa.
Leclerc ostatecznie wyszedł zwycięsko z bezpośredniej walki z Russellem na torze Suzuka. Obaj kierowcy z uwagi na wypadek Bearmana i wyjazd SC znaleźli się obok siebie, a po wyprzedzeniu przez nich Lewisa Hamiltona rozpoczęli intensywny pojedynek o podium.
Brytyjczyk jako pierwszy wykonał skuteczny ruch, wyprzedzając Leclerca w ostatniej szykanie. Jednak już na początku kolejnego okrążenia Monakijczyk odpowiedział błyskawicznie, odzyskując pozycję w pierwszym zakręcie. Ta wymiana ciosów tylko podkreśliła, jak wyrównana była rywalizacja obu kierowców.
Po wyścigu Leclerc zdradził, że walka nie ograniczała się wyłącznie do tego, co działo się na torze. Równie istotna była gra strategiczna i komunikacja radiowa, w której Mercedes próbował wywierać presję.
„W pewnych momentach było bardzo ciasno, a oni byli też dość sprytni, bo myślę, że jego inżynier mówił mu różne rzeczy przez radio” – przyznał Leclerc.
Jak się okazało, Ferrari było przygotowane na tego typu zagrania. Inżynier wyścigowy Leclerca, Bryan Bozzi, przekazywał mu informacje o komunikatach kierowanych do Russella. Problem polegał jednak na tym, że Mercedes stosował taktykę dezinformacji.
„Mój inżynier mówił mi, co jego inżynier przekazuje przez radio, ale on robił dokładnie odwrotnie i to wywierało na mnie sporą presję” – wyjaśnił kierowca Ferrari.
To właśnie ten element sprawił, że pojedynek był jeszcze bardziej wymagający. Russell przez kilka okrążeń stosował tę samą taktykę, próbując zmylić rywala co do momentów maksymalnego wykorzystania energii.
„W pewnym momencie powiedziano mi, że ma użyć wszystkiego na długiej prostej albo odwrotnie – może na głównej (start-meta) – a przez cztery okrążenia z rzędu robił dokładnie coś innego” – zdradził Leclerc.
Szybka adaptacja okazała się kluczowa. Monakijczyk dość szybko zorientował się w schemacie działania rywala i był w stanie odpowiednio reagować.
„Dość szybko to zrozumiałem i mogłem się bronić” – podkreślił.
Nie oznacza to jednak, że walka była pozbawiona momentów zaskoczenia.
„W pewnym momencie zostałem zaskoczony w ostatnim zakręcie, ale to był naprawdę fajny wyścig” – dodał.
Mimo udanej obrony podium Leclerc przyznał, że wyścig nie ułożył się dla Ferrari idealnie. Kluczowy wpływ miał moment pojawienia się samochodu bezpieczeństwa, który nie sprzyjał ich strategii.
„Niestety mieliśmy trochę pecha przez samochód bezpieczeństwa, który pojawił się w złym momencie” – ocenił. Jednocześnie zaznaczył, że nie był to czynnik, który całkowicie zmieniłby obraz rywalizacji. „Nie sądzę, żeby to znacząco zmieniło nasz wyścig, ale na pewno utrudniło nam drugi przejazd”.
Ostatecznie Leclerc dowiózł trzecie miejsce do mety, zapewniając Ferrari kolejne podium i podtrzymując świetną passę zespołu w sezonie 2026. Jednak jego wypowiedzi po wyścigu rzucają nowe światło na to, jak złożona jest współczesna Formuła 1. To już nie tylko walka kierowców i maszyn, ale także gra psychologiczna, komunikacja radiowa i próby wprowadzania rywali w błąd odnośnie zużycia baterii.



Komentarze
Prześlij komentarz