Mekies: Niestety nie jesteśmy punktem odniesienia
Po pierwszych dniach testów przedsezonowych w Bahrajnie w padoku Formuły 1 zapanowało lekkie zamieszanie. Zespół Red Bull Racing zaskoczył rywali solidnym tempem i – co równie ważne – bezproblemową pracą zupełnie nowej jednostki napędowej. Jednak dyrektor zespołu, Laurent Mekies, stara się tonować entuzjazm i jasno daje do zrozumienia, że według wewnętrznych ocen Red Bull wciąż nie jest na czele stawki - kilka dni wcześniej nastroje tonował również sam Max Verstappen.
Już na początku testów w Bahrajnie między czołowymi zespołami rozpoczęła się klasyczna gra pozorów. W szczególności przedstawiciele Red Bulla i Mercedes próbowali przerzucać na siebie rolę faworyta sezonu. Wszystko zaczęło się od niespodziewanie mocnego występu ekipy z Milton Keynes w pierwszych dniach jazd w Sakhir, gdzie nowy projekt silnikowy wykazał się zarówno niezawodnością, jak i przyzwoitym tempem.
W miarę upływu sześciu dni testowych obraz rywalizacji – choć wciąż nie do końca czytelny – zaczął jednak sugerować, że to Mercedes i Ferrari są nieco przed Red Bull Racing oraz McLarenem. Mimo to Mekies konsekwentnie odcina się od narracji, jakoby jego zespół był głównym punktem odniesienia.
Słowa Mekiesa pokazują wyraźnie, że mimo pozytywnego pierwszego wrażenia z testów, Red Bull nie uważa się za lidera nowej ery Formuły 1. Nowa jednostka napędowa zdała pierwszy egzamin z niezawodności, ale tempo wciąż – według samych zainteresowanych – nie dorównuje jeszcze temu, co prezentują Mercedes i Ferrari. Początek sezonu w Australii ma więc szansę zweryfikować, czy ostrożność Francuza to tylko gra psychologiczna, czy rzeczywista ocena potencjału zespołu.



Komentarze
Prześlij komentarz