Mercedes dominuje w kwalifikacjach do Grand Prix Japonii. Verstappen przegrywa z Hadjarem i odpada w Q2
Od samego początku Q1 było czuć, że to nie będzie spokojna sesja przetarcia. Tor był szybki, warunki stabilne, a różnice – niewielkie. Najpierw klasyczne „ustawianie stołu”: Lawson i Lindblad otwierają, Ocon na chwilę na czele, potem wchodzą ,,więksi'' gracze i natychmiast zmieniają układ. Leclerc wyglądał bardzo dobrze na pierwszych przejazdach, McLaren trzymał się blisko, ale Mercedes – jakby jeszcze na pół gwizdka. I wtedy pojawił się pierwszy sygnał, że nie wszystko jest tak idealne, jak sugerowały treningi. Russell przez radio mówi o problemach z balansem, zbyt dużych różnicach temperatur, czymś „aerodynamicznym”. Efekt? Dopiero piąty czas, wyraźna strata do Antonellego.
Ale Q1 nie zapamiętamy przez walkę o czoło, tylko przez to, co działo się z tyłu. Aston Martin przestał być nawet tłem – stał się statystą. Oba auta odpadły już na tym etapie, i to za Cadillacem. Na torze Hondy, przy całej otoczce weekendu, to wynik, który boli podwójnie. Do tego wszystkiego ku wielkiemu zaskoczeniu dołącza Bearman. Haas wyglądał solidnie w treningach, ale gdy przyszło do jednego okrążenia, margines błędu zniknął.
Q2 to moment, w którym napięcie zaczęło rosnąć, ale nikt jeszcze nie spodziewał się tego, co zaraz nastąpi. Mercedes wrócił na swoje miejsce – Antonelli znowu wyglądał jak punkt odniesienia, Russell był bliżej, ale nadal kilka dziesiątych za partnerem z zespołu. McLaren odpowiedział najmocniej, szczególnie Piastri, który na świeżych oponach wyciągnął maksimum i na chwilę przejął kontrolę nad tabelą. Ferrari tradycyjnie w środku tego wszystkiego – Leclerc szybki, Hamilton solidny, ale bez błysku.
I wtedy przyszedł moment, który ustawił narrację całych kwalifikacji, czyli wynik Maxa Verstappena. Najpierw komunikaty przez radio – samochód jest „nie do prowadzenia”, tył podskakujący w szybkich sekcjach, brak pewności. Potem okrążenie, które nie wyglądało jak próba mistrza świata, tylko jak walka o przetrwanie. Dziewiąte miejsce. A później jeszcze gorzej – poprawy rywali, Hadjar i Lindblad przesuwają się do przodu i nagle okazuje się, że Verstappen… odpada w Q2. Cztery pole position z rzędu na Suzuce i koniec serii w taki sposób. To nie był błąd. To był brak samochodu.
Q3 w tej sytuacji było już bardziej formalnością niż niewiadomą, choć nadal pozostawało pytanie: czy ktokolwiek jest w stanie zagrozić Mercedesowi? Odpowiedź przyszła bardzo szybko. Antonelli wyjeżdża i pierwszym uderzeniem ustawia tempo na poziomie 1:28.778. Russell znowu blisko, ale znowu kilka dziesiątych za nim. To już nie jest jednorazowa różnica – to jest hierarchia.
Piastri próbuje odpowiedzieć i robi wszystko, co może. Trzecie miejsce, strata trzech dziesiątych – solidnie, ale bez realnego zagrożenia. Norris dokłada czwarte pole startowe, mimo problemów z początku weekendu, co tylko potwierdza, że McLaren ma pakiet na walkę, ale jeszcze nie ma kontroli nad całym okrążeniem. Ferrari zamyka drugi rząd i początek trzeciego – Leclerc przed Norrisem, Hamilton tuż za nimi. Znów blisko, znów poprawnie, znów bez tej jednej dziesiątej, która robi różnicę.
Za nimi bardzo mocny Gasly, który wyciąga maksimum z Alpine i pokazuje, że ten zespół może być czarnym koniem niedzieli. Hadjar dowozi Red Bullowi choć trochę honoru w Q3, ale ósme miejsce mówi więcej niż jakiekolwiek słowa. Dalej Audi i Racing Bulls – solidnie, bez błysku, ale na swoim miejscu.
TOP 10:
- Antonelli
- Russell +0.298
- Piastri +0.354
- Leclerc +0.627
- Norris +0.631
- Hamilton +0.789
- Gasly +0.913
- Hadjar +1.200
- Bortoleto +1.496
- Lindblad +1.541
To są kwalifikacje, które nie zostawiają miejsca na interpretację. Mercedes ma najszybszy samochód i wykorzystuje to bezbłędnie. McLaren jest najbliżej, ale nadal krok za nimi. Ferrari jest w grze, ale tylko wtedy, gdy ktoś przed nimi popełni błąd.
A przed niedzielą pozostaje jedno zasadnicze pytanie: czy ktokolwiek jest w stanie zabrać Antonellemu kontrolę nad wyścigiem, czy Suzuka po prostu potwierdzi to, co już wiemy – że właśnie patrzymy na początek nowej hierarchii w Formule 1.



Komentarze
Prześlij komentarz